AdobeStock_210019134.jpeg
LOGO FUNDACJI GOLD.png

O MATKO! | FELIETON AMBASADORKI


fot. Helena Ludkiewicz

Od redakcji / Wielkimi krokami zbliża się premiera naszego odważnego acz bardzo potrzebnego projektu "TABU - cykl podcastów ważnych". Projekt powstał po to, aby poruszać kobiece tematy, które w naszym społeczeństwie poruszane nie są, a jeśli już są, to narażają osoby je głoszące na ostracyzm otoczenia. Pierwszy cykl podcastów nosi tytuł "Żałuję rodzicielstwa" i porusza trudny temat posiadania dzieci przez osoby, które nie były na rodzicielstwo gotowe bądź więcej - nigdy dzieci mieć nie chciały, a zostały zmuszone do rodzicielstwa presją społeczną.


Z całą mocą należy oświadczyć, iż cykl nie jest skierowany przeciwko macierzyństwu. Ma za zadanie podkreślić jednak problem presji społecznej oraz uwydatnić różnicę między rodzicielstwem świadomym, upragnionym i przede wszystkim - uzgodnionym świadomie z obojgiem z partnerów a rodzicielstwem wymuszonym, wyproszonym. Dlatego przez najbliższe dni będziemy publikować felietony naszych ambasadorek i przyjaciół, aby ukazać macierzyństwo z każdej możliwej strony. Na pierwszy ogień przedstawiamy felieton aktorki Anny Karczmarczyk - świeżo upieczonej mamy, która dziecko chciała, wyczekiwała go i co najważniejsze - współdzieliła to pragnienie z partnerem życiowym a posiadanie dziecka było ich wspólną, świadomą decyzją. Zapraszamy.


#TABU FELIETON ANNY KARCZMARCZYK


Wyobraź sobie, że leżysz na dominikańskiej plaży ubrana jedynie w skąpe bikini, po twojej rozpalonej skórze spływają krople potu, aż tu nagle ktoś krzyczy, a ty przerażona zrywasz się z leżaka na równe nogi by pomóc potrzebującemu. Teraz otrzyjmy tę opowieść z instagramowego sznytu. Wyobraź sobie, że leżysz w łóżku w kałuży własnego potu i zrywasz się trzęsąc z zimna by nakarmić swoje dziecko. Witam po mojej stronie tęczy.


Ma być o macierzyństwie bez skrupułów i zbędnego koloryzowania. Obiecuję pisać prawdę i tylko prawdę tak mi dopomóż… resztko mojego pociążowego mózgu.


Jako, że właśnie kończę okres połogu nie mogłam powstrzymać się przed rozpoczęciem tego felietonu czymś co zaskoczyło mnie na samym początku tego procesu. Krew, pot i łzy tak mogłabym opisać pierwsze tygodnie po urodzeniu dziecka. Kew jako znak drogi którą przeszedł mój organizm by wydać na świat nowego człowieka, czyli kilka tygodni w damskich pieluchach. Pot jako produkt uboczny magazynowania wody, która zabezpieczała mnie i dziecko niczym pustynnego wielbłąda jego garby z tłuszczem w razie suszy. Łzy jako symbol szczęścia, miłości, strachu i frustracji w moim nowym świadomym życiu jako matki.


Czy mogę prawić, czym jest macierzyństwo? Jako matka sześcio tygodniowego dziecka, umówmy się, nie jestem ekspertem w tej dziedzinie. Opiszę, więc co zaobserwowałam w trakcie mojej ewolucji w pełnokrwistą matkę.


Przez całą ciąże byłam narażona na tak zwane „dobre” rady i komentarze. Poddane pod wątpliwość były między innymi mój instynkt macierzyński, moje ciało, mój dosyć liberalny sposób patrzenia na ciąże, poród i wychowywanie potomka. Zauważyłam, że ludzie uwielbiają rozkładać na czynniki pierwsze stan „niebłogosławiony” kobiety. Bardzo ciężko czasami postawić granice, a gdy się to robi, lub ma się odmienne zdanie od innej kobiety-matki naraża się na mało przyjmie dyskusje, a niekiedy społeczny lincz. Wystarczy przypomnieć sobie ostatnie afery w przestrzeni Instagrama. Nie tylko politycy roszczą sobie prawo do decydowania o twoim ciele, ale również cały internet, pani Jadzia ze sklepu i połowa twojej rodziny. Matka już na samym początku musi uzbroić się w zbroje z dystansu bez niej bywa naprawdę ciężko.


„Ciąża to nie choroba” sentencja która pojawiała się na ustach wielu. W trakcie ciąży pracowałam na dwóch planach serialowych i to aż do ósmego miesiąca, więc nie uważam, żeby ciąża była chorobą, ale nie jest to również czas wspaniały. Opuchnięte nogi, mdłości, zgaga, bolące piersi, dodatkowe kilogramy, ból kręgosłupa, ból stawów, zmienne nastroje, senność i bezsenność raczej nie są atrybutami szczęścia i błogości. Strach i stres spowodowany ukrywaniem swojego stanu przez pierwsze trzy miesiące ciąży, czekanie na wyniki badań genetycznych sprawiają, że każdy dzień i każda twoja myśl już od samego początku kręcą się wokół małego ziarenka w twoim łonie. Na dłuższy czas zapominasz o sobie jako kobiecie i stajesz się jedynie matką.


Jako kobieta w ciąży, już matka, walczysz o wolne krzesło, wejście przed tuzinem seniorów na pobranie krwi w placówce, czy ścięte jajko w shakshuce w ulubionej śniadaniowni.


Wymieniłam te trudniejsze momenty, ale istnieje również druga strona medalu. Najbliżsi chcą się tobą zaopiekować i ulżyć w trudach, a ty z oczami pełnymi miłości patrzysz jak w twoim brzuchu rozwija się nowe życie. To uczucie jest nieporównywalne z niczym innym i nie do się go opisać słowami. To czysta magia. Dzięki temu zapominasz o trudach i rozterkach z którymi mierzysz się przez czterdzieści tygodni ciąży. Jedno spojrzenie twojego dziecka, a zapominasz o projektach, filmach, spektaklach w których miałaś zagrać, ale twój stan ci na to nie pozwolił, co więcej nie mają one już dla ciebie żadnego znaczenia. Najważniejsze jest szczęście maleństwa, pełne piersi i musztardowa kupa.


Czego nauczyło mnie do tej pory czterdziesto pięcio tygodniowe macierzyństwo? Akceptacji swoich wad i zalet, walki o swoje racje i przekonania, bezwstydnego proszenia o pomoc, nietuszowania słabości i nadludzkiego spokoju. Matki, kobiety, dziewczyny jesteśmy wspaniałymi istotami tworzącymi cuda. Nic innego się nie liczy.