AdobeStock_210019134.jpeg
LOGO FUNDACJI GOLD.png

COSSACK ZNACZY WOJOWNIK | WYWIAD

Justyna Żmijewska to założycielka i dyrektor artystyczna marki Rina Cossack. Jest absolwentką Wydziału Tkaniny i Ubioru Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Kocha nasycone, energizujące kolory, w swoich projektach stara się podkreślać kobiecość i naturę swoich klientek. Nie boi się geometrycznych konstrukcji. Nade wszystko ceni sobie jednak elegancję i prostotę z delikatną nutą szaleństwa. Projekty powstają z myślą o kobiecie, która wie czego chce, jest ambitna, zdecydowana i chce czuć się wyróżniona. Jak twierdzi sama projektantka, suknia musi ukazywać naturalne piękno kobiety: "Przez cały okres mojej pracy staram się o to, aby każda z moich klientek czuła się w moich sukienkach wyjątkowo, pięknie i pewnie. Moje projekty tworzę dla stuprocentowych kobiet, ponieważ sama taką kobietą jestem." Oto wywiad z Justyną Żmijewską - Ambasadorka Honorową Fundacji Projekt Kobiety.


Czy świat mody to męski świat?

Nie powiedziałabym, że jest zdominowany przez mężczyzn jeśli o to pytasz. Jest dużo kobiet które osiągają sukcesy. Jest wiele nazwisk, które świetnie sobie radzą. Są dziewczyny, które budują firmę od początku do końca - konsekwentnie realizują swój plan, maja wiele butików w centrach handlowych jak np. Lilia Kalita. Uważam, że naprawdę mamy tutaj duży potencjał. Mężczyźni jak najbardziej są obecni bardzo wyraźnie na scenie modowej, jednak moim zdaniem mają inną wrażliwość i świetnie czytają kobiety. Jednak my same mamy bardzo dużo do powiedzenia bo patrzymy na siebie przez własny pryzmat - tego jak chcemy wyglądać i jak chcemy być postrzegane.  


Czyli chodzi o kreację samej siebie?

W modzie kreujesz od początku do końca. Każdy to wie, mimo wszystko w moim przypadku Rina Cossack nie może żyć bez Justyny Żmijewskiej i odwrotnie. To dwie bliźniacze siostry. Dwie Fridy, które idą ramię w ramię połączone pępowiną, i czerpiące z siebie nawzajem. Wymieniające inspiracje i doświadczenia niczym płyny ustrojowe. Bardzo się od siebie różnią, ale nie byłoby jednej, gdyby nie było drugiej. 


Różnią się od siebie… znacznie?

Znacznie. Rina jest kolorową, odważna kobietą. Ma błysk w oku i zawsze rozgląda się za nowymi uniesieniami. Justyna jest zwykłą dziewczyną,  która chodzi w legginsach, lubi dobrze zjeść, palić papierosy i szybko jeździć autem. Cała filozofia.


Nie taką zwykłą! Nie byłoby przecież kolorowej Riny, gdyby nie zrodziła jej odwaga Justyny!

Jak mówiłam - jedna czerpie od drugiej. Jesteśmy jak syjamskie siostry. Rozłączenie nie wchodzi w rachubę. Jest równoznaczne ze śmiercią obu Pań. 


Czy taka dwubiegunowość jest konieczna w showbiznesie? Takie wyraźne oddzielanie siebie jako osoby prywatnej od wizerunku, który pokazujesz mediom? 


To jest chyba indywidualnie poukładane. Wszyscy wiemy, że są ludzie którzy pokazują swoje życie prywatne i uważają, że to jest cześć pracy. I myślę, że mają w tym dużo racji! Zero hipokryzji. Wszyscy wiedzą na jakich filarach stoją media. Czasami chciałabym być bardziej ekscentryczna, jednak osobiście jestem osobą, która ceni swoją prywatność. Bardzo lubię spędzać czas z moimi przyjaciółmi, którzy są mi odskocznią od pracy. Wtedy nasze prywatne bańki się przenikają - nie mogę pokazywać mojego intymnego świata, bo to byłoby jednoznaczne z ukazaniem świata bliskich mi ludzi. A to już byłoby nielojalne. Zaufanie jest najważniejsze.

Jeśli jednak pozwolisz, zapytam o pewną prywatną sprawę. Mianowicie, my - obserwatorzy - mamy pewne wyobrażenia o zawodzie projektanta. Dla zwykłego człowieka to się wiążę z pokazami, światem luksusu, ściankami, celebrytami i po prostu z pieniędzmi. A jak to jest naprawdę?

Oczywiście dotykamy tego „wielkiego” świata. Świata telewizji, celebrytów. Oczywiście do pewnego stopnia to jest bardzo fascynujące. Ale tylko do pewnego - bo następnego ranka dogania nas, jak każdego proza życia codziennego. A moja codzienność to nic innego jak ciężka praca. Ja osobiście pracuje dziennie co najmniej 12h niezmiennie od ponad 10 lat. Może nie wstaję o 7 rano, ale jeśli pozwolę sobie pospać do 12 to wiem, że mój dzień skończy się co najmniej po północy. Coś kosztem czegoś. Nie ma litości. 


Czyli bycie projektantem w Polsce to…

Ciężka harówka Drodzy Państwo. 


14 lat na warszawskiej scenie modowej. Jakieś konkluzje? Co liczy się bardziej? Determinacja i ciężka praca, talent czy show wokół własnej osoby?

Wszystko na raz. Na pewno trzeba mieć talent, ale talent nie ma wartości dopóki nie jest obkupiony doświadczeniem. I odwrotnie - bez talentu w modzie nie osiągniesz nic i tego przykładów było aż nadto. 


Na przykład kto?

Etyka zawodowa nakazuje mi zachować to dla siebie.


Rozumiem. Co jeszcze?

Wiedza. Musisz świadomie wiedzieć czego chcesz i iść dalej. Konsekwentnie.

A co byś powiedziała tym młodym projektantom, którzy nie mają butiku, atelier czy choćby sklepu internetowego. Jednak regularnie pokazują się na imprezach typu fashionweek, z zapałem pozują na ściankach i uważają, że wszystko osiągnęli a później zderzają się z murem bo okazuje się, że nie mają na czynsz.

Powiedziałabym im, że oprócz tych pięknych zdjęć na ściankach to musisz jeszcze normalnie funkcjonować, czyli musisz mieć sprzedaż. To jest praca z klientem, to jest obserwowanie rynku, patrzenie marketingowo na rzeczywistość. Bycie projektantem to za mało. Trzeba umieć sprzedać, wiedzieć kiedy i wiedzieć jak. Ja oczywiście  bardzo dopinguje wszystkim młodym projektantom. Myślę ze wiele biznesów wypali jeśli już za tą sławną ścianką zrobisz dobrą strategię, wszystko sobie dobrze przemyślisz, zdobędziesz doświadczenie - to wypali. 


Czyli najczęściej brakuje doświadczenia i planu?

Najczęściej brakuje pokory. 


Przecież Rina jest niepokorna! Zawsze robi na przekór! 

Sama Rina nie zawsze. Ale Rina Cossack już tak. 


Dlaczego?

Bo po 10 latach po prostu może.


A co znaczy Cossack?

Cossack znaczy wojownik. 


A szkoła? Czym ze jest artysta bez merytorycznej wiedzy? Jak uszyć  taka sukienkę? Zachować formę? 

To co mi przede wszystkim dała szkoła to rozwinęła jakoś moja wrażliwość, dzięki szkole człowiek jest bardziej świadomy co robi. Choć cenię sobie ten komfort, że w przypadku np. choroby jednej z moich krawcowych moja produkcja nie staje w miejscu - po prostu siadam za maszyną i szyję.


Reasumując - złota rada dla młodych.

Bądź gotowy na ciężką pracę i dużo satysfakcji.